Ale zanim ruszyłem, wstukałem do komórki: czesć, czy wszystko aktualne? I wysłałem do niej. Czekam na odpowiedz. Po minucie jest odzew: tak, już się zbieram, dzieci poszły już do szkoły.
Ruszam z radością, ale wciąż z pewnym niepokojem. A może to podniecenie, ekscytacja, że właśnie teraz ,że dziś wreszcie to się stanie. Coś co początkowo wydawało się niemożliwe, co nie wchodziło w grę, czego nie było w planie. Mieliśmy przecież tylko zostać przyjaciółmi. Bała się, kilka razy to powtarzała, że bliższe spotkanie, po prostu seks, negatywnie odbije się na naszej znajomości, że już nie będzie tak samo. Zaczną się może jakieś pretensje i dodatkowe oczekiwania.
Wyjeżdżając z miasta na zupełnie pustą o tej porze trasę na Terespol zacząłem przypominać sobie nasze początki rozwijającej się wpierw niewinnej znajomości mailowej i telefonicznej, ale stopniowo przechodzącej, poprzez zwierzenia, w coraz gęstszą relację.
Minąłem Mińsk Mazowiecki
Zastanowiłem się: jak to jest, że kobieta, która żyje w dostatku, ma udane dzieci a przede wszystkim, jak twierdzi – ma dobrego męża i udane z nim życie seksualne, twierdzi, że brakuje jej w życiu czegoś, a w zasadzie to kogoś. Jak to możliwe, aby do takiego stopnia mogła mi zaufać i opowiedzieć niczym na spowiedzi, o tamtym z którym spotykała się ponad dwa lata i jeszcze innym, z którym zdradziła nie tylko swojego męża, ale też i kochanka… i jak z jednej strony miała potem wyrzutu sumienia, z drugiej jednak - czuła dziwną i niezrozumiałą satysfakcję.
Upadłam, robiłam to i płakałam potem, żałowałam ,ale znów się umawiałam i szukałam byle pretekstu, aby tylko wyjść z domu. – powtarzała mi kilka razy.
Ale to się zmieniło – przypominałem sobie jej słowa – zmieniło się od kiedy ciebie poznałam. Pomogłeś mi, nawet nie wiesz ja mi pomogłeś nic nie robiąc i nigdy ci tego nie zapomnę. Jesteś mi bardzo bliski i potrzebuję ciebie nadal. Jesteś moim jedynym przyjacielem….i tylko tobie ufam…
Minęła dobra godzina odkąd ruszyłem, wjechałem na obwodnicę Siedlec, kiedy odezwał się dzwonek w telefonie. Założyłem zestaw słuchawkowy, aby móc rozmawiać w czasie jazdy. To ona..
Gdzie jesteś?
Na obwodnicy – odpowiadam – trafisz tam?
Tak, trafię bez problemu – usłyszałem ton uspokajający – już jestem w drodze i mam jeszcze jakieś 30 kilometrów
Ok., to już niedługo się zobaczymy, pa
Pa
Droga za Siedlcami ciągnęła się delikatnym i szerokim łukiem, było pusto, żadnych TIRów, przyśpieszyłem więc do 120 km/h aby być na miejscu szybciej od niej, tak bym jednak wolał, pomyślałem, ona pewnie też nie chciałaby tak sama stać tam i czekać na mnie . Głupio trochę…
Wjechałem do Zbuczyna i przy budynku Straży Pożarnej skręciłem w prawo w kierunku domu Sióstr Oblatek, gdzie po lewej miała stać nieduża willa, latem pięknie otoczona winoroślą..
Zatrzymałem się przed płotem okalającym willę, kiedy wyłączyłem silnik i wysiadłem, zza niego zaczął obszczekiwać mnie rudy kundel. Nozdrza uderzył zapach dymu, który wydobywa się z komina domów opalanych węglem. Prawdziwa, wciąż jeszcze prawdziwa prowincja, ale taka fajna, jak z dzieciństwa i wakacji – pomyślałem ciepło.
Furtkę otworzyła mi miła starsza pani i od razu zaprowadziła do niewielkiego pokoju na pierwszym piętrze, którego ściany zdobiła ciemna boazeria, zapewne pamiętająca jeszcze lata 80-te, i z którego był widok na kompleks budynków Zgromadzenia Sióstr Oblatek.
Kiedy pośpiesznie wyszła, zostawiając tylko ręczniki i mydło, zapadła absolutna cisza, jaka może być tylko w takich mieścinach, w których nawet w biały dzień ma się wrażenie zatrzymanego czasu. Ten czas stoi również w wyrazie spojrzeń, jakie mają postaci ze ściennych monideł i tandetnych plastikowych figurek stojących na martwym telewizorze.
Usłyszałem zbliżające się kroki po schodach oraz stłumioną rozmowę.
Przyjechała
Coś mnie ścisnęło w gardle, że to wszystko jest prawdą i że zaraz ona tu wejdzie.
Szybko wyciszyłem telefon przełączając go na funkcję „bez dzwięku”, nie będzie teraz potrzebny.
Weszła do pokoju i szybko zamknęła za sobą drzwi. Zdjęła płaszczyk, zdjęła wysokie skórzane kozaki i usiadła koło mnie patrząc mi w oczy. Patrzyła tak na mnie dobrą minutę i sama wzięła moją dłoń.
Ale nie pomyślisz sobie o mnie czegoś złego? Powiedz? Zapytała mnie spokojnie
Jesteś dla mnie tak wyjątkowy, jedyny i taki rozumiejący mnie jak nikt. Chciałam dać ci to choć raz, zrobić to z tobą choć raz bo ogromnie zasługujesz. Chciałabym dać ci więcej, chciałabym abyś był szczęśliwy i nie był smutny, ale wiesz ze to niemożliwe. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego ona ciebie odrzuca i nie chce, Zona nie powinna postępować mając tak wspaniałego męża, ojca dzieci i wrażliwego człowieka. Zasługujesz na miłość, nawet nie wiesz jak bardzo….
Ja bym nigdy swojemu nie powiedziała, ze go nie kocham… nawet w największej złości, bo różnie między nami bywało….
Przytuliła moją głowę do swoich piersi, które wyczułem przez tę ciemną bluzkę. Objąłem ją w pasie.
Teraz powiedziałem ja, cicho i spokojnie :
Ty też jesteś dla mnie wyjątkowa, to dzięki tobie poczułem się dowartościowany, że jestem potrzebny, to dzięki tobie chce mi się żyć i nie wyobrażam sobie, że moglibyśmy przestać się widywać i pisać do siebie. Ja już bez ciebie po prostu nie mogę żyć….i to co teraz zrobimy nie zniszczy naszej przyjaźni i zaufania. Zobaczysz.
Wiem o tym – wyszeptała
Szybko wstała i wprawnym ruchem zaciągnęła zasłony , przez które już tylko nieznacznie wpadało słońce do tego pokoju. Zrobiło się kameralniej i przytulniej.
Szybko zdjęła bluzkę i spodnie, które powiesiła na drewnianym krześle i będąc w majtkach i staniku, wskoczyła do zasłanego już wcześniej łóżka w rogu pokoju. Filuternie tylko spoglądała spod kołdry jak ja sam się rozbieram. Śmiała się z mojego lekkiego zawstydzenia…
Wsunąłem się pod kołdrę w samych slipach. Przez chwilę leżeliśmy tak obok siebie nieruchomo, jakby czekając na to, co zrobię ja i co zrobi ona.
Przejęła inicjatywę i przytuliła się do mnie całując delikatnie w usta. Ale tak delikatnie tylko muskając, smakując pojedynczymi dotknięciami
Jakoś nie mogłem nadal przezwyciężyć nieśmiałości, jakoś krępowało mnie to, że to przecież jest biały dzień. Nie wiem, coś we mnie jeszcze nie zagrało w tym kierunku, czegoś mi brakowało…
Poczekaj: szepnęła i sięgnęła rękami aby rozpiąć stanik, co uczyniła wprawnym ruchem. Ale nie odkryła się, pozwoliła tylko abym całując, całując jej szyję, pod kołdrą obejmował jej piersi, głaskał je i delikatnie miętosił.
Nadal jednak w moich slipkach nic ciekawego się nie działo, choć w zasadzie już powinno!!!!
Jakby czytając w moich myślach przesunęła kolanem po moich slipach, otworzyła oczy i tylko wzrokiem zapytała, czy wszystko jest w porządku.
Odpowiedziałem szybkim pocałunkiem, które zamknął jej oczy. Prawą dłonią głaskałem jej włosy, a lewą włożyłem pod kołdrę i skierowałem ku jej majtkom. Nie oponowała.
Palcami, przez materiał, wpierw muskałem wyraźny wzgórek z wyczuwalnymi włoskami, a po chwili moja dłoń wsunęła się pod materiał, palce zaczęły bawić się płatkami jej wilgotnej róży.
W tym momencie delikatnie wysunęła język i szerzej otworzyła usta w odruchu zadowolenia.
Podniosła pupę, a ja zsunąłem jej majtki. Opierając kciuk na gęsto owłosionym wzgórku, środkowy palec łożyłem palec głębiej w jej ciepłe wnętrze.
Rób tak, proszę - usłyszałem.
W moich slipkach wreszcie coś drgnęło wyraźniej, ale jeszcze nie było to tak, jak powinno być. Zmieniliśmy pozycję, trochę tak na boku wciąż przykryci tą kołdrą.
Teraz ona śmielej, lewą dłonią sięgnęła do moich slipków, ściągnęła je, objęła dłonią mój organ i zaczęła stymulować go szybkimi ruchami. Ale nie było to jakoś specjalnie dla mnie przyjemnie czy podniecające, nadal był taki na wpół stojący, raczej jeszcze nie gotowy…Przysunęła go palcami do swojego łona i zaczęła pocierać nim o łechtaczkę.
Leżałem już tak na niej podpierając się na łokciach, całując jej szyję i ramiona i wykonywałem ruchy biodrami. Musiało to wyglądać dość dziwnie. Bo na razie odbywaliśmy niby stosunek, leżałem między jej rozłożonymi nogami w pozycji klasycznej, ale mój adonis wciąż nie gotowy do penetracji, poruszał się luźno w jej dłoni. przy wilgotnym już wejściu do pochwy. Nic to nie dało, wkrótce po kilkunastu ruchach i tak skurczył się do rozmiarów, które już niczego lepszego nie obiecywały….
Byłem zły na siebie. Wewnątrz naprawdę czułem podniecenie, ogromną ochotę. Co się ze mną dzieje!!! Wszystko krzyczało we mnie!!!
Ona nic nie mówiła, szybciej oddychała przez lekko otwarte usta, oczy miała zamknięte, ale chyba czekała aż coś wreszcie zrobię.
Przerwałem ruchy i położyłem się na wznak.
Przepraszam – przepraszam, nie wiem, dlaczego nic mi nie wychodzi, to nie twoja wina.- zacząłem się tłumaczyć
Pocałowała mnie w policzek i spojrzała ciepło w oczy – nic nie szkodzi, naprawdę nic się tym nie przejmuj. I tak jest cudownie i miło.
Ale ja byłem wściekły na siebie, za swoją niemoc. Tak okazja, jedna jedyna i nie wiadomo, kiedy znów, jeżeli w ogóle, się trafi…Poczułem się jak impotent.
Ubraliśmy się w milczeniu i pożegnaliśmy ciepło.
Najpierw odjechała ona, ja zszedłem po 10 minutach. Wychodząc z willi uderzyło mnie południowe ostre światło słoneczne i śpiew ptaków na drzewach. Zanim wsiadłem do samochodu popatrzyłem na grupę zakonnic w czarno-białych habitach idących chodnikiem w kierunku domu zakonnego Sióstr Benedyktynek. Szły w milczeniu, a każda trzymała grubą książkę
Patrząc na nie pomyślałem o grzechu. Swoim grzechu. Zrobiło mi się smutno, poczułem się obco i nieswojo w tej dziurze gdzieś na obcym mi Podlasiu. Dym z komina drażnił moje powonienie. Rudy znów zaczął na mnie ujadać. Pomyślałem: uciekam stąd.
Z piskiem opon wyrwałem na trasę do Warszawy, byle szybciej, byle dalej od tego miejsca.
W domu, kiedy żona poszła się kąpać otworzyłem laptopa i swoją pocztę. Zacząłem pisać list, który zaczynał się słowami: nie możemy pozostać przyjaciółmi, przykro mi….
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz