Po 10 minutach już szliśmy w kierunku tężni, ona wzięła parasolkę. Znów zaczęło siąpić, kiedy dotarliśmy pod drewnianą konstrukcję tężni nr 1. Otworzyła parasolkę i wzięła mnie pod rękę. Szliśmy powoli. Od tej chwili zaczęliśmy ze sobą rozmawiać, ale tak jakoś od razu cieplej, dziwnie blisko i pięknie, jakbyśmy znali się od już jakiegoś czasu, a nie od kilkunastu minut. Potem usiedliśmy w kawiarni gdzie dalej, przy grzańcu z wina kontynuowaliśmy naszą rozmowę na coraz więcej tematów. Podobało mi się, że gdy cos do niej mówiłem, patrzyła mi w oczy z niekłamanym zaciekawieniem. Przed powrotem do naszego sanatorium poszliśmy jeszcze na spacer do parku pod uroczą fontannę "Jaś i Małgosia". Rozmawiając dalej usiedliśmy na kamiennej barierce i wtedy zauważyłem jak Magda jest delikatna, subtelna i pozbawiona cynizmu. I ogromnie wrażliwa.
Następny wieczór i znów podobnie, a więc spacer i grzaniec i park i coraz więcej miłych słów, od niej o mnie, że tak miło się ze mną jej rozmawia, bezpiecznie i bezpośrednio jak jeszcze z nikim. Ze to nie może być przypadek, bo ona jeszcze dwa dni temu płakała w poduszkę, że nie ma z kim rozmawiać. Jeszcze potem, po powrocie do budynku, do późnej nocy rozmawialiśmy na kanapie przy recepcji - ciepło, szczerze i przyjacielsko. Powiedziałem o żonie i córkach.
W niedzielę pojechaliśmy samochodem do Torunia na wycieczkę po starówce, a głównie na dalsze nasze rozmowy o życiu - praktycznie przesiedzieliśmy ten czas na brzegu Wisły.
Wieczorem po kolacji Magda wyciągnęła mnie na potańcówkę w gronie strażaków, z którymi była w sanatorium.
Bawiłem się wspaniale, jak dawno, oczywiście praktycznie tańczyłem tylko z nią, a ona cały czas uśmiechała się do mnie - też zadowolona.
Z restauracji wracaliśmy sami bez strażaków, którzy się trochę upili i porozchodzili szukając następnego lokalu.
Było już całkiem ciemno, szliśmy obok pustą i cichą ulicą Warzelnianą i chyba przypadkiem, tak po prostu wzięliśmy się za ręce i dalej szliśmy tylko czując swoje dłonie. Nagle zdałem sobie sprawę, jak dawno nie szedłem trzymając się za ręce i jak strasznie mi tego brakowało. To ciepłe uczucie, choć przecież zwyczajne, przeszyło mnie całego, mnie prawie 45 letniego faceta, niezwykłym wytęsknionym nieświadomie doznaniem bliskości. Widziała to i czuła, wciąż się uśmiechała ciesząc się tym i widząc moje autentyczne wzruszenie. Tak doszliśmy do naszego sanatorium, ale jeszcze usiedliśmy na ławce przy sanatoryjnej kawiarni aby wymienić wrażenia ze wspólnej wycieczki do Torunia, potrzymać się jeszcze za ręce i nacieszyć ciepłym wieczorem. Magda zaczęła coś mówić, że chciałaby coś osobistego powiedzieć, ale jakoś się wstydzi.. nie naciskałem, ale widziałem w jej oczach zmieszanie i niepewność.
Stojąc przed drzwiami do jej pokoju żegnaliśmy się dłuższą chwilę, powiedziała ciepło, że też bardzo potrzebowała dotyku moich rąk. Ale nic więcej. Że nie jest gotowa na dalsze kroki, bo ja nie jestem wolny. Gdyby był sam.... Doskonale zrozumiałem co miała na myśli i na nic nie naciskałem i nie proponowałem następnej kawy ale w moim pokoju.
Poczułem to wewnętrzne ciepło, coś czego nie doznałem od tak dawna. Wróciłem do siebie i zacząłem zbierać się do spania. Poprawiłem pościel, rozebrałem się i wskoczyłem pod prysznic. Kiedy już czysty otworzyłem drzwi łazienki aby wpuścić chłodniejsze powietrze usłyszałem ciche pukanie do drzwi. Szybko założyłem mój szlafrok i z zaciekawieniem lekko uchyliłem je. Za nimi stała Magda, zmieszana i jakby zakłopotana. Weszła bez słowa i usiadła na krześle. Zaproponowałem drinka i sięgnąłem po butelkę czystej stojącej za firanką na parapecie przy oknie. Powoli sięgnęła po szklankę z wódka do której sama dolała sobie soku grejpfrutowego.
Ja starałem się zachować opanowanie i nie okazywać zaskoczenia, popijając swojego drinka zapytałem znów o naszą toruńską wycieczkę, ale Magda spojrzała mi w oczy tak, że musiałem przerwać mówienie i zapadła chwila ciszy.
Chcę to zrobić z tobą, nie mówiłam mi o tym, choć chciałam, nie wiem dlaczego ale właśnie tobie chciałam powiedzieć, że jeszcze nigdy nie...wiesz. Nie spałam z mężczyzną...Nie wiem co sobie teraz o mnie pomyślisz...
Przełknąłem ślinę z wrażenia bo już nie mogłem opanować zaskoczenia.
Magda wzięła moją rękę i swoimi obiema dłońmi ścisnęła ją mocno.
Zgaś światło i chodź...zanim się rozmyślę.
Zrobiłem to o co prosiła. Po chwili byliśmy już na łóżku. Smakowałem jej usta delikatnymi pocałunkami trzymając i głaszcząc jej dłoń. Te usta miały młodzieńczy, dziewczęcy smak. Całują się coraz intensywniej położyliśmy się. Rozpiąłem jej bluzkę i zacząłem powoli całować jej nieduże piersi. Objęła moją szyję abym mocniej do nich przywarł.
Byłem już mocno podniecony i miałem ochotę jak najszybciej wejsć w nią, ale wiedziałem, że należy postępować powoli, bez pośpiechu, żeby czegoś nie popsuć głupio.
Sam zdjęła spodnie a ja zobaczyłem dość grube uda, no cóż, Magda nie była specjalnie zgrabna ale to w tej chwili nie miało żadnego znaczenia. Nadal całując jej piersi, palcami zacząłem pocierać jej krocze przez materiał majtek. Ten dotyk uświadomił mi to, że nie należała od tych, które się depilują w intymnych miejscach. Ale czułem, że staje się wilgotna. Za chwilę, może za dwie miało się spełnić moje skryte marzenie, o którym myślałem raczej bez większej nadziei, no bo jak marzyc mając 45 lat o spędzeniu nocy z dziewicą?
Nie oponowała kiedy zdjąłem jej majtki i ustami przywarłem do łona. W geście aprobaty moich poczynań rozchyliła szerzej uda i znów jej dłonie objęły moją szyję. Ustami rozchyliłem małe wargi i wsunąłem język w jej ciepłe i wilgotne, nadal dziewicze wnętrze. Syknęła i odruchowo ścisnęła palcami moją głowę. Jeszcze chwilę końcówką języka lizałem jej łechtaczkę, po czym podniosłem się i stanąłem przy łóżku. Zdjąłem szlafrok. w tej ciemności zobaczyła mnie.. gotowego.
Ostrożnie i powoli - wyszeptała, kiedy oparty na łokciach położyłem się między jej rozłożonymi kolanami. Patrzyłem jak mój sztywny członek delikatnie ociera się o jej zarośnięte łono, główką dotyka łechtaczki i przesuwa się wzdłuż szpary niżej, do zapraszającej różowości otoczonej wilgotnymi płatkami. Zagląda do przedsionka. Ruchy bioder jakie przy tym wykonywałem, były powolne i jakby badawcze. Nie chciałem ją zaatakować nagłym wepchnięciem, by może dla niej bolesnym. Chciałem aby jeszcze chwilę sama poczuła go na swoim kroczu, poczuła jego twardość zanim wejdzie do pochwy.
Magda zdawała się rozumieć moje ruchy i sama zaczęła poruszać biodrami przybliżając się coraz bardziej do pełnego zespolenia.
Położyła ręce na moich pośladkach i delikatnie palcami zaczęła je popychać. Zrozumiałem, ze dawała znak abym w nią wszedł. Lewą ręką przytrzymując członek u nasady wepchnąłem go na kilka centymetrów i poczułem opór, ale może mnie się wydawało, bo dotąd rozchylone uda Magdy przywarły do moich bioder. Ale jej palce wciąż ściskały moje pośladki. Wsunąłem się jeszcze głębiej rozszerzając nogi, co sprawiło że nie mogła już zacisnąć ud i była całkowicie już uległa..i gotowa...i nie mogła protestować, nie dałbym już szansy odwrotu..
Lewą dłonią objąłem jej szyję a prawą wsunąłem pod jej plecy. Znów zacząłem namiętnie całować ją w usta i szyję.
Magda miała zamknięte oczy, jej oddech był krótki i szybki ale raptownie przyśpieszył, gdy moje lędzwie zaczęły miarowo poruszać się. Stęknęła raz, jęknęła dwa razy niby pod wpływem bólu, ale raczej nie odczuwała go gdyż jej palce były wręcz wbite w moje pośladki. Po chwili mój nabrzmiały organ zatopił się na całej długości w jej pochwie i sam cicho westchnąłem. Będąc w niej zatrzymałem się. Spojrzeliśmy sobie w oczy i wymieniliśmy uśmiechy aprobaty.
Kochaliśmy się tak jeszcze dobre kilkanaście minut w tej samej pozycji. Magda była wyraźnie rozluźniona i zadowolona. Kiedy skończyłem wytryskiem na jej brzuch, z zaciekawieniem brała palcami nasienie i rozcierała je sobie. Kiedy wstawała, sprawdziła tylko nie ma krwawienia po defloracji. Nic takiego nie było, pościel też była czysta choć trochę zmiętoszona. Ubrała się i wyszła z pokoju po krótkim dobranoc. Ale ja nie mogłem jeszcze długo zasnąć po tym, co się zdarzyło w moim pokoju tej nocy . To był seks o smaku świeżości i jakiejś wyrafinowanej niewinności. Czego jeszcze nie przeżyłem i chyba już nigdy to się nie powtórzy. To był jak sen na jawie, jak prezent od Boga
Rozstaliśmy się w piątek, ona wracała ze swoją grupą a ja musiałem byc jeszcze do niedzieli. Żegnają się z nią na korytarzu przed jej pokojem wymieniliśmy ciepłe życzenia zdrowia i radość z tych kilku miłych spędzonych dni, wspólnej wycieczki i długich ciekawych rozmów. Kiedy wsiadała do autokaru poczułem to, czego spodziewałem się leżąc na łóżku tamtej nocy. Ogromnie zatęskniłem. Tak jak tęskniłem mając 20 lat do dziewczyny, która odjeżdza i żal tych dotyków, spacerów i spojrzeń i rozmów. I tej bliskości.
Dwa tygodnie po powrocie do domu
Nie dam rady. To silniejsze ode mnie. Przez minione dwa tygodnie sam się oszukiwałem wbijając sobie codziennie do głowy, że to tylko było zauroczenie, ze potrzeba tylko czasu aby to spokojnie przeszło i pozostało jedynie miłe, trochę romantyczne wspomnienie. Ale to nie chce przejść, nie daje i tylko wzmacnia się dręczącym poczuciem pustki i żalu.
Co się ze mną dzieje? Gdzie się podział mój dotychczasowy chłodny krytycyzm nakazujący rozsądek i spokój, a nade wszystko nie popadanie w nastroje dobre dla dwudziestolatka, ale już nie dla dwa razy starszego i doświadczonego mężczyzny?
Bo wyglądało to na banalne zauroczenie, jakie często się zdarza na takich pobytach. Bo przecież jest miło, są spacery po parku, rozmowy i wieczorne potańcówki, stąd łatwo o zauroczenie, flirt, a czasem i łóżko. Ale potem wracamy do naszych bliskich, do normalnego życia, codzienności.
Jakie to z jednej strony banalne, takie pospolite i trywialne: romans wczasowy, opisywany i obśmiewany w setkach piosenek, że aż głupio w ogóle się robi na samą myśl.
Łatwo powiedzieć zabawiłeś się a teraz zapomnij. Raz się stało, ciesz się i wspominaj dziewczynę, dla której byłeś pierwszy.
Ale pamiętam jak na nią czekałem tam na dole przy recepcji, czekałem ja zejdzie po schodach i znów pójdziemy trzymając się ręce do parku. Każda minuta tego czekania dłużyła się niemiłosiernie i zdawała się trwać wieczność. Sam się z siebie w duchu śmiałem, jak można tak łapczywie chwytać drobiny szczęścia, gonić za nimi jak rozradowane dziecko za latawcem na wietrze. Przecież moje życie jest od dawana poukładane i stateczne, może trochę nudne w tej stabilności, ale przecież jestem szczęśliwy. Mam żonę i dzieci i żyję w dostatku.
Nie, nie zadzwonię do niej. Choć mam telefon. Może ona zadzwoni?