Jesienne liście

Jesienne liście
Daisy

sobota, 26 września 2015

Pod plafonem

Piątek 22.30
Odłożyłem słuchawkę po naszej długiej rozmowie. Powiedziała, że tym razem dotrzyma obietnicy i przyjedzie do mnie na cały dzień. Może nawet  jutro, bo jej  maż  coś planuje, ale nie wiadomo co dokładnie. W każdym razie ma jechać sam. W duchu liczyłem, że ona  może przyjedzie i na noc, choć wiedziałem,  że to jest prawie niemożliwe w jej sytuacji. Ze wymagałoby to splotu korzystnych okoliczności, coś musiało się stać żeby nie musiała się tłumaczyć, dlaczego nie wróciła na noc..
Już nie raz tak robiła, kiedy jej mąż miał te swoje alkoholowe kryzysy,  kiedy wieczorem wychodził z domu bez słowa zostawiając ją w niepokoju i złości. Szedł z kolesiami do baru, upijał się jak bela i często wracał samochodem po pijaku. Wtedy dostawała szału ze złości i bezsilności nad żenującym brakiem odpowiedzialności swojego męża, któremu kiedy już wytrzeźwiał, robiła wielogodzinne kazania. Na nic. Więc zaczęła go karać. Dotkliwie i z wyrachowaniem. Zaczęła go zdradzać. Umawiała się  w czasie kiedy pił w barze, a kiedy wracał  pijany, ona wychodziła na parę godzin, ale on o tym nie wiedział gdyż spał nieprzytomny, zamroczony wódką. O wszystkim tym powiedziała lub napisała mi szczerze i otwarcie niedługo po tym, jak się poznaliśmy. Z kim, kiedy i  jak. Wielokrotnie słuchając tego, ogarniało mnie zażenowanie.



 
Teraz czułem jednocześnie podniecenie i radośc, że ją zobaczę ale ale jakąś nutę pogardy dla niej za to, jak postępowała. Ale dlaczego właściwie?  Nie rozumiem tego. Przecież to nie moja żona…


 
 
Sobota 9.00
Telefon od niej. Rano spakował się na motor i pojechał  z synem na rajd do Suwałk i na spływ, tam wieczorem ognisko, więc wrócą  dopiero w niedzielę koło południa. Powiedziała to z radością w głosie, w brzmieniu jej głosu  była obietnica .Dla mnie.



 
Ona ogromnie mi ufała Mnie, którego  poznała tylko z maili. Sama mówiła, że potrzebowała kogoś, kto by ją wysłuchał,  aby mogła wreszcie  wyrzucić z siebie ciężar goryczy  i poczucie winy , te  cholerne wyrzuty sumienia, które przez parę lat wyżerały jej psychikę. Bo komu miała powiedzieć? Matce? Siostrze? Koleżankom z pracy? Ksiądz na spowiedzi nawyzywał i pogonił…..



 
Spadłem jej, ja to sama mówiła, prosto z nieba. To było 3 lata temu. Pojawiłem się w momencie, kiedy po raz kolejny miała ulec grzesznej słabości , czyli prostu umówić się na seks z tamtym facetem, którego nie kochała, a jedynie oddawała mu się. Potajemnie w jego firmie w jego gabinecie , na krześle, na podłodze, na stole. Już bez pretekstu, po prostu z przyzwyczajenia. Jak suka.



 
15.00
Wracam z zakupów. Znów telefon. Że już jedzie samochodem i będzie za jakieś 3 godziny. Ze boi się jeździć do Warszawy, nie lubi tego miasta, tych korków, tramwajów i zgiełku. I żebym wyszedł po nią na skrzyżowanie, bo ona nie będzie kluczyć po osiedlowych uliczkach.



 
18.30
Jest. Zatrzymuje się koło kiosku ruchu. Wsiadam i prowadzę ją  kilka ulic dalej pod mój blok. Nawet spodobało jej się to nasze małe mieszkanko, przytulne i ciche. Dłuższa chwilę patrzyła na nasze zdjęcie ślubne stojące na komodzie obok lampki nocnej, które znała dotąd tylko  z załączników do maili. Weszła na moment do pokoju dzieci i omiotła go  wzrokiem. Tylko na fotografiach widziała siedzącą przy biurku młodszą , a stojącą przy oknie starsza córkę.



 
20. 30
Już po kolacji. Siedzimy sobie na kanapie i oglądamy coś w telewizji. Trzymamy się za ręce zupełnie jak nastolatkowie podczas pierwszej randki. Zerkam na nią i widzę, że zaczyna nerwowo przygryzać usta. Wychwytuje moje spojrzenie, patrzy na mnie.
Chyba powinnam żałować, że przyjechałam na wieczór powiedziała cicho ale wyraźnie.
Ściskam mocniej jej dłoń  i mówię nie myśl tak, przecież oboje o tym marzyliśmy i planowaliśmy.
Tak, ale ja źle się z tym czuję, nie powinnam, nie wolno mi, nie powinnam do ciebie przyjeżdżać! I to na noc. Może ja jednak wrócę? Wygoń mnie, proszę!!!
Przytuliłem ją mocno do siebie, zaczęła chlipać na moim ramieniu.
Zrobiło mi się jej żal. Poczułem  wstręt do samego siebie, że ją uwiodłem biorąc ją na litość i zrozumienie. Ileż o listów ciepłych i pełnych przyjacielskich słów do niej wysyłałem jednocześnie w duchu marząc aby móc tak jak tamci, po prostu mieć ją na noc, cieszy się jej ciałem, rżnąc ją ,  przelecieć i spuścić się w nią. Uczynić z niej darmową kochankę i mieć ją na telefon.
Podniosła głowę i spojrzała na mnie szklistymi oczami. Pamiętasz, co ci obiecałam że przywiozę? Spytała
Nie, niezupełnie odpowiedziałem, choć domyślałem się.
Wzięła leżącą na podłodzie swoją torebkę i wyciągnęła z niej brązowe koraliki nanizane na sznurek z drewnianym krzyżykiem.
To dla ciebie wręczyła mi różaniec.
Teraz mnie łzy stanęły w oczach. Przypomniałem sobie, jak opowiadała że modliła się o wyzdrowienie mojej mamy, jak prosiła abym pogodził się z nią  i przeprosił..
Tak, było parę maili.


 
Jeszcze coś ci powiem, coś bardzo  ważnego dla mnie -  dodała i wiedziałem, że to co chce dodac będzie ważne. Trzymała moją dłoń nie  czując chyba, jak mocno ja  ściska, w przejęciu, w drżeniu.


 
Znów te piękne, coraz bardziej załzawione oczy spojrzały na mnie, ciepło ale i wymownie.
Jadąc do Ciebie zatrzymałam się w Mińsku, poszłam  do kościoła, aby się pomodlić. Obiecałam Bogu, że  nigdy więcej nie zgrzeszę, rozumiesz mnie? Spytała a jej oczy świdrowały moje w ponaglającym spojrzeniu o jak najszybszą akceptację.
Rozumiem odpowiedziałem. Nie byłem jednak zadowolony. Plany i obietnice, jeszcze rano, były inne..
Przejrzała moje myśli i szybko dodała wiem, obiecałam Ci że to zrobimy i naprawdę chcę, chciałabym bo naprawdę Cię kocham, szczerze, ale nie mogę!!  Możemy się przytulic, tyle mogę ci dać. Możesz trzymać mnie za rękę. Lubię twoją ciepłą dłoń. Ale nic więcej, rozumiesz i nie gniewasz się? Spytała z nadzieją w głosie.


Rozumiem.
 
22.30
Rozłożyłem tapczan. Ale nie naciągnąłem pościeli, tylko dwa koce i poduszki. Pogasiłem lampki i w kuchni  i tylko plafon zostawiłem włączony. Pokój spowijało ciepłe i delikatne światło. Na komodzie grało cicho niewielkie radio. Wróciła z łazienki przebrana do snu. 



 
Położyliśmy się, przez chwilę trochę osobno, ale szybko przytuliliśmy się patrząc sobie w oczy. W jej oczach dojrzałem jakby obawę, która chciała wyrazic ale tylko spojrzeniem, w tej ciszy dosłyszałem jej myśli, które nie potrzebowały słów aby wybrzmieć,  w dotyku jej dłoni poczułem potrzebę niespełnienia. Zakochałem się w niej.



 
 
Kocham cię
Ja też cię kocham


 
Śpijmy już
 
Zasnęliśmy  spokojnie , pod włączonym plafonem

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz